Uwagi do tekstu „Tajemnica mordu sprzed lat”

Z zainteresowaniem przeczytałem artykuł Rafała Panasa zatytułowany „Tajemnica mordu sprzed lat” opublikowany w magazynie Dziennika Wschodniego z 28 listopada 2008 roku. Jako historyk przygotowujący od kilku lat książkę o oddziale  Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość” porucznika Henryka Lewczuka „Młota” podczas kwerendy  w Lubelskim Oddziale IPN natrafiłem na dokumenty, które bezpośrednio odnoszą się do wydarzeń z 11 listopada 1945 roku  w  miejscowości Kulik.

W zespole akt: „Komenda Wojewódzka Policji w Lublinie. Materiały administracyjne 1944 -1990″ znajduje się teczka oznaczona sygnaturą IPN Lu – 04/439 – KWMO Lublin b. Wydział Śledczy zawierająca miedzy innymi meldunki o potyczkach i rozbiciu oddziałów podziemia niepodległościowego. Na stronach 174 – 175 znajdują się oryginały 2 pism szefa Wydziału Śledczego Komendy Wojewódzkiej MO w Lublinie z 20 września 1946 roku. Jedno skierowane jest do Referatu Śledczego Komendy Powiatowej MO w Chełmie poleca przeprowadzenie dodatkowego śledztwa w sprawie zaginięcia Zbigniewa Kędzierskiego. Wynika z niego, że pierwsze pismo w sprawie Kędzierskiego skierowane zostało do KP MO w Chełmie 2 września 1946 roku i było następstwem prośby Kazimiery Kędzierskiej z Włodawy, matki Zbigniewa, dotyczącej pomocy w odnalezieniu syna skierowanej do Bolesława Bieruta. Udzielona 14 września odpowiedź została przez KW MO uznana za niewystarczającą: „ Jak widać bowiem z nadesłanego tu dochodzenia, to nie zostały one przeprowadzone wyczerpująco. Kierownik Referatu Śledczego nadmienia przy tym w swoim sprawozdaniu, że doszedł do wniosku, że ludność kol. Kulik (…) może udzielić bliższych informacji w sprawie tajemniczego zaginięcia Kędzierskiego Zbigniewa, lecz nie wie z jakich przyczyn nie chce zeznawać. Tego rodzaju tłumaczenie się kierownika Referatu Śledczego jest niewystarczające”. Powołując się na treść prośby  kierownik  pisze, że Zbigniew Kędzierski udał się z Włodawy do Kulika   z Kazimierzem Bierutą (lat 26, byłym robotnikiem pracującym u Kędzierskiej, najprawdopodobniej był  to kolejny żołnierz NSZ  ujęty w Kuliku i zamordowany  wraz Kędzierskim w Stawku). Od tego momentu obaj zaginęli. Jeśli prawdą jest, że Zbigniew Kędzierski nosił pseudonim Kajak to został zamordowany podczas akcji UB  i MO w Kuliku, gdyż w jednym z raportów UB wymieniony jest jako zlikwidowany obok Sokoła jego zastępca NN „Kajak”.

Drugie pismo skierowane  do komendanta Głównego MO zawiera informację o dotychczasowych wynikach zleconego na polecenie Bieruta  śledztwa w sprawie zaginięcia Z.  Kędzierskiego. Z informacji uzyskanych podczas przesłuchań mieszkańców Kulika wynikało, że w listopadzie 1945 roku  do wsi przyjechał  na 8 furmankach uzbrojony oddział liczący ok. 40 ludzi  w mundurach WP prawdopodobnie pod dowództwem „Tarzana” i  rozkwaterował się w 3 zabudowaniach. Następnie przybył „Sokół” : „i ten został zastrzelony tego samego dnia przez ludzi z oddziału  „Tarzana”. Z „Sokołem” przybyło jeszcze kilku ludzi, z których trzech „Tarzan” miał ująć żywcem i uprowadzić ze sobą”. Nikt z przesłuchiwanych nie potwierdził, że w Kuliku w tym czasie przebywał Z. Kędzierski.

Pismo zawiera ciekawe usprawiedliwienie odnoszące się do nieterminowego załatwienia polecenia KG: „ KP MO Chełm usprawiedliwiła zwłokę w załatwieniu sprawy tym, że teren Gm. Wiszniowice jest zagrożony przez bandę „Jastrzębia” i „Białego” i stąd z braku odpowiedniej ilości ludzi nie była w stanie załatwić jej wcześniej”.

Najciekawszy jednak   w tej sprawie dokument pochodzi z 15 października 1946 roku.  Są  to zeznania ówczesnego komendanta posterunku MO w Międzyrzecu Podlaskim, a wcześniej dowódcy plutonu operacyjnego KP MO w Chełmie Władysława Filipczuka. W artykule przywoływane są zeznania Filipczuka złożone oficerowi śledczemu WUBP w Lublinie. Cytowane fragmenty znacznie różnią się od tych z 15 października złożonych przed Tadeuszem Drzymałą z referatu śledczego MO w Radzyniu. Ze względu na  ich wagę przytoczę je w całości w oryginalnym zapisie:

„Ja jako d-ca Plut. Operac. w Pow. Kom. MO w Chełmie dostałem rozkaz od powiatowego komendanta ppor. Morguta ażeby zebrać ludzi z plutonu i pojechaliśmy na akcję z UB, było to jesienią  1945r. Po przybyciu do oznaczonego miejsca jako banda „Tarzana” , gdzie mięliśmy się spotkać z dowódcą bandy „Sokołem” całym tym planem kierowała UB z Chełma pod dowództwem ppor. Mundka. Pierwszego dnia w akcji spotkaliśmy się z „Sokołem” i jego zastępcą „Kajakiem”, rozmawiali z „Sokołem”  i  „Kajakiem” ppor Morgut, por. Bulwicki i z UB tematem rozmowy było stworzenie silnej bandy i wspólnie dokonywać napady, umówili się, gdzie nastąpi spotkanie. „Sokół” nadmienił, że Milicja z posterunku Cyców wspólnie z nim pracuje i kazał jechać nam na kolonie Kulik, bo tu ma przyjechać UB i odjechał, gdzie nie wiem dnia  następnego w oznaczonym miejscu nastąpiło znów spotkanie, ale już ppor. Morguta nie było. Mnie dał rozkaz, że w drugim spotkaniu zabić go bo on nie podda się. Dnia następnego w oznaczonym miejscu przyjechał „Sokół” z „Kajakiem” i z nimi przyjechało również trzech milicjantów  z posterunku MO Cyców. Gdy spotkaliśmy się z „Sokołem” i milicjantami, to „Sokół” przedstawił Kom. Post. Cyców mówiąc: „to jest komendant z Cycowa, z którym razem pracujemy”, po tych słowach „Sokoła” kom. z Post. MO Cyców Zaręba Eugeniusz odezwał się do „Sokoła” i nas „to są swoje chłopy z Komendy i z bezpieczeństwa” po tych słowach Zaręby „Sokół” wywołał Zarębę na dwór, ja też wyszedłem za nimi, usłyszałem, że Zaręba prosił „Sokoła” ażeby on coś załatwił z nami, bo gdy się dowie Kom. Pow. to z nim będzie źle. „Sokół” odpowiedział: „ja z nimi załatwię” wchodząc do mieszkania trzymał w reku pistolet i powiedział do mnie: „wiem z kim rozmawiam, widziałem was w Lublinie i w Chełmie”, ja jemu tłumaczę, że jestem z bandy zza Buga 27-ej Dywizji AK. „Sokół” odrzekł: wystarczy mi”, ja widząc, że może być źle użyłem broni i „Sokół” od jednego strzału został zabity, naraz zaczęła się strzelanina, gdzie został ranny Zaręba i jeden UB. Na te strzały przybiegli z UB, którzy byli w trzecim domu i oni już całą sprawę wzięli w swoje ręce, wszystkich tych co przyjechali z „Sokołem” zatrzymało UB. Jak był ubrany „Sokół” który został zabity nie pamiętam, jakie jego właściwe nazwisko też nie wiem. Kto był Kędzierski Zbigniew, Bieruta Kazimierz i co się stało z jakimś Kołodziejem Andrzejem i Liszunem Mieczysławem nie wiem. Po zabiciu „Sokoła” , z UB rozjechaliśmy się i co UB robiło w tej akcji nie wiem. O spaleniu jakichś budynków dokładnie nie wiem, słyszałem, że ten budynek co został spalony to mieszkała w nim narzeczona „Sokoła”, u której najczęściej „Sokół” przebywał”.

Z cytowanych w artykule fragmentów zeznań  Filipczuka wynika, że to on kierował akcją likwidacji „Sokoła”, gdy w rzeczywistości operację przeprowadził, przy pomocy ludzi z MO, szef sekcji 2 PUBP w Chełmie ppor. Zygmunt Opałka używający pseudonimu „Mundek”. Był  to  podkomendny Edwarda Gronczewskiego  „Przepiórki” z Armii Ludowej i członek specjalnej grupy wyselekcjonowanej spośród byłych partyzantów AL. do organizowania tzw. oddziałów pozorowanych. Posiadał on na swoim koncie  wiele akcji o charakterze rabunkowo-terrorystycznym wykonanych  jako rzekomy  oddział podziemia niepodległościowego. Wykorzystując fakt  pojawienia się w powiecie chełmskim oddziałów składających się i  dowodzonych przez ludzi pochodzących najczęściej z  kresów wschodnich RP i nie znanych miejscowej ludności wcielał się w ich postaci i  wykorzystując rodzące się antagonizmy pomiędzy podziemiem poakowskim i narodowym przeprowadzał akcje rabunkowe na ich konto. Raz podawał się za „Sokoła” czy jak w przypadku akcji w Kuliku za „Tarzana” z konspiracji poakowskiej, innym razem występował jako „Sokół” czy tez „Jacek” z NSZ. Wiele akcji typu rabunki, morderstwa i spalenie zabudowań przypisywanych przez MO  i UB tym dowódcom to w rzeczywistości akcje UB, o których wiedziało tylko wąskie grono wtajemniczonych z  kierownictwa UB i MO. Akcja w Kuliku była jedną z ostatnich, gdyż po uporządkowaniu  struktur w podziemiu poakowskim w południowo – zachodniej części obwodu chełmskiego przez nowego komendanta rejonu por. Henryka Lewczuka „Młota” i likwidacji oddziałów NSZ przez NKWD i UB możliwości podszywania się pod podziemie antykomunistyczne skończyły się. Zygmunt Opałka po nieudanej akcji likwidacji sztabu „Młota” w  Zażdżarach w grudniu 1945 roku został ranny, a następnie przeniesiony do WUBP w we Wrocławiu.

Obok akcji wykonywanych na rzecz podziemia UB przeprowadzało pacyfikacje wiosek podejrzanych o sprzyjanie podziemiu podczas których dokonywano masowych aresztowań, a nierzadko i zabójstw. Wiele tego typu zbrodni można odnaleźć w sprawozdaniach dekadowych poszczególnych sekcji PUBP w Chełmie. Akcja w Stawkach  w nich nie występuje, ale np.  pod data 3 lipca1945 roku możemy przeczytać, ze podczas przeprowadzania akcji w gminie Olchowiec „schwytano dwóch z AK i publicznie ich rozstrzelano i gospodarstwa ich spalono”.  W nocy z 24 na 25  listopada 1945 roku na stacji kolejowej w Rejowcu zastrzelono „dwóch z AK”, a 26 tego miesiąca podczas akcji w gm. Turka aresztowano 6 podejrzanych o przynależność do WiN, z których Waleriana Kulika, Mariana Gołębiowskiego i NN  zastrzelono. Lista takich zbrodni UB w każdym powiecie Lubelszczyzny jest długa i nigdy już nie będzie pełna.

por. Wiktor Mużyło "Sokół"

por. Wiktor Mużyło "Sokół"

I sprawa najważniejsza – „Sokół” zastrzelony przez Filipczuka w Kuliku to Wiktor Mużyło -  dowódca plutonu (tzw. północnego) w oddziale NSZ Eugeniusza Walewskiego „Zemsty”. (Wymieniony jest na str.124 Atlasu podziemia niepodległościowego IPN). Na teren powiatu chełmskiego przybył w 1944 roku jako żołnierz 27 Wołyńskiej dywizji AK, wcześniej był  członkiem samoobrony polskiej w miejscowości Pańska Dolina w powiecie Dubno, która jako jedyna na Wołyniu przetrwała wielokrotne ataki UPA do czasu wkroczenia Sowietów. Istnieje niepotwierdzona przez inne źródła  wersja, że po ujawnieniu się „Zemsty” podporządkował swój oddział komendantowi obwodu włodawskiego Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość kpt. Zygmuntowi  Szumowskiemu  „Przebojowi”. Stąd mogła wynikać kombinacja operacyjna UB z „Tarzanem” kojarzonym przez podziemie narodowe z konspiracją poakowską. Fakt, że „Tarzana” nie było już w powicie chełmskim od kilku miesięcy widać nie był znany „Sokołowi”, gdyż chętnie zgodził się na nawiązanie z nim kontaktu i współpracę. Z przesłuchania Filipczuka wynika, że UB przygotowało tą akcję wcześniej  - sądząc po zachowanych dokumentach w sprawie ujawnienia „Zemsty” prawdopodobnie w otoczeniu „Sokoła” działał  agent UB. Stąd tak łatwy kontakt, szybkie ustalenia i propozycja „Sokoła” aby nieznany oddział w znacznej sile zakwaterował w jego mateczniku – kolonii Kulik. Niestety tego typu akcje nie były przez UB  dokumentowane i gdyby nie pismo matki Kędzierskiego do samego Bolesława Bieruta prawdopodobnie do dziś funkcjonowałaby   opinia o wzajemnych porachunkach podziemia i śmierci „Sokoła” z ręki swoich, lub tez  o dzielnych funkcjonariuszach UB i MO, którzy w krwawym boju (przecież jeden UB-ek został ranny) rozgromili bandę „Sokoła”.

"Sokół" w trumnie

"Sokół" w trumnie

W pomnikowym dziele PRL o „utrwalaczach władzy ludowej” na Lubelszczyźnie  autorstwa Ireneusza Cabana i Edwarda Machockiego  „Za władzę ludu” na stronie 184  czytamy, że komendant posterunku MO w Cycowie Eugeniusz Zaręba, członek PPR: „został zabity podczas akcji przeciwko grupie „Sokoła”. I co ciekawsze podana jest data 13 luty 1945 roku. O pozostałych milicjantach ujętych podczas akcji i najprawdopodobniej zamordowanych przez UB  nie ma już jednak ani słowa.         Jego współpraca z „Sokołem” (autentyczna – jeśli wierzyć zeznaniom Filipczuka, że postrzelił ubeka i sam został zastrzelony) nie dziwi – w 1945 roku większość posterunków była obsadzona ludźmi skierowanymi do pracy w MO przez podziemie lub też nawiązywała współpracę ze względu na nienawiść do komunistów albo też  po prostu ze strachu – dla zachowania życia. Komenda Powiatowa MO  i PUBP były daleko, w Chełmie, a w terenie w latach 1945 -46 rzeczywistą władzę sprawowało podziemie antykomunistyczne.  Caban i Machocki jako zasłużeni funkcjonariusze komunistyczni przygotowując pracę o „utrwalaczach” w latach 70 XX wieku mięli dostęp do akt UB – dziwny więc wydaje się fakt, że śmierć Zaręby  datowali na  kilka miesięcy przed wydarzeniami w Kuliku. W cytowanych sprawozdaniach  PUBP za okres 7.11 – 17.11.1945  czytamy: „Posterunek MO w Cycowie pow. Chełm cały wraz z komendantem współpracował z banda NSZ „Sokoła” grasującą na tych terenach. Dowodem jest to,  że gdy nasi pracownicy przeprowadzali akcję (…) podając się za partyzantkę NSZ i skontaktowali się z „Sokołem” cały posterunek wraz z komendantem z „Sokołem” przyjechali do naszych. Komendant MO poznając naszych zdradził wszystko, tak że wyszła od razu potyczka, gdzie bandyci wraz z „Sokołem” i komendantem MO zostali pobici, a z naszej strony jeden ciężko ranny”.

W świetle powyższych faktów dziwne wydaje się  umorzenie śledztwa w sprawie zabójstwa „Sokoła” i jego ludzi przez prokuratorów z lubelskiego IPN. Filipczuk sam przyznał, że osobiście zastrzelił „Sokoła”. Jego wyjaśnienia, że tej akcji nie pamięta po konfrontacji z protokołem przesłuchania z 1946 roku zapewne musiałyby wyglądać inaczej. Do tego jeszcze w  2001 żyli  zapewne pozostali sprawcy tej zbrodni, a dokumenty UB I MO  już były w IPN.

Ekshumacja "Sokoła" na cmentarzu w Siedliszczu - 15.10.2000

Ekshumacja "Sokoła" na cmentarzu w Siedliszczu - 15.10.2000

Tablica "Sokoła" na rodzinnym grobie w Goleniowie

Tablica "Sokoła" na rodzinnym grobie w Goleniowie

I sprawa ostatnia – Stanisław Sekuła „Sokół” to kapral z 27 WD AK o ps. „Marszałek”. W  chełmskiej AK był od jesieni 1944 roku i występował pod pseudonimem „Sokół”. Równolegle z dowodzeniem oddziałem pełnił funkcję zastępcy komendanta rejonu Jerzego Neumana „Bułata”, a po śmierci „Bułata” i jego następcy Józefa Michalika ps. „Ślązak” komendanta rejonu Wojsławice -Krzywiczki. Po odwołaniu z funkcji w  czerwcu 1945 roku i przekazaniu rejonu i oddziału „Młotowi” przeniósł się w kieleckie, gdzie dowodził oddziałem WiN w okolicach Radomia do jesieni 1946 roku. Po ujawnieniu się wyjechał  na ziemie zachodnie, skąd w 1948 roku powrócił w chełmskie i  po nawiązaniu kontaktów z tzw.  Inspektoratem Zamojskim AK rozpoczął tworzenie struktur konspiracyjnych na pograniczu powiatu chełmskiego i hrubieszowskiego. Wydany w ręce UB przez bliskiego współpracownika otrzymał wyrok 15 lat więzienia. Zwolniony po 1956 roku osiedlił się w Wojsławicach. Nadal inwigilowany przez  SB zmarł w 1978 roku. W konspiracji używał nazwisk: Zaprawa, Saprawas, Sokół. Pod tym ostatnim nazwiskiem występuje w  „Atlasie podziemia niepodległościowego …”  jako dowódca oddziału WiN w kieleckim.

Dzięki uprzejmości bratanka „Sokoła” Pana Jerzego Mużyło uzyskałem jego oryginalne zdjęcia, które publikuję jako uzupełnienie mojego tekstu.

  1. Arkadiusz Marek pisze:

    Stanisław Sekuła „Sokół” w czerwcu lub lipcu 1945 roku przeniósł się na tereny Wielkopolski. Po wojnie to nie był żołnierz, tylko zwykły bandzior działający „na własną rękę”. Józef Michalik ps. „Ślązak”, który chciał podporządkować Jego „dziki oddział” strukturom DSZ na Kraj, zginął właśnie z rąk kpr. „Sokoła”. Po tym incydencie, gdy podziemie wydało na Niego wyrok śmierci, Sekuła wyjechał do zachodniej Wielkopolski (mieszkał tu już Jego były podkomendny – Tadeusz Starzyk), gdzie z kilku swoich podkomendnych oraz miejscowych, którzy z czasem się dołączyli zorganizował bandę rabunkową. Banda ta zasłynęła przede wszystkim zamordowaniem komendanta Posterunku MO w Rakoniewicach pchor. Antoniego Matysika. Pozdrawiam. Arkadiusz Marek

  2. jm.maslowski pisze:

    Rzeczywiście w lipcu 1945 roku „Sokół” opuścił teren powiatu chełmskiego. Nigdy nie był jednak „bandziorem” tylko Żołnierzem Rzeczypospolitej. Dowódcą oddziału poakowskiego i zastępcą komendanta rejonu został mianowany przez komendanta rejonu, a następnie obwodu chełmskiego AK, por. Jerzego Neymana „Bułata” , „Borynę” (na Wołyniu w 27 dywizji używał pseudonimu „Hińcza” i znał Sekułę jako kaprala „Marszałka” z tejże 27 WD AK). Po zamordowaniu „Bułata” w siedzibie chełmskiego UB (został ranny w Wojsławicach 7 marca 1945 roku i zatrzymany podczas przewożenia do szpitala w Chełmie) i po śmierci „Ślązaka” w potyczce z UB w kwietniu 1945 roku przejął obowiązki komendanta rejonu i pełnił je do czasu przekazania nowemu komendantowi por. Henrykowi Lewczukowi „Młotowi” w czerwcu 1945 roku. Sprawa śmierci „Ślązaka” i chwilowy brak komendanta obwodu zaważyły na dalszych losach „Sokoła” w obwodzie chełmskim. Ponieważ „Ślązak” poległ w przypadkowej potyczce z UB, a jadący z nim „Sokół” i „Torpeda” wyszli cało, agentura ubecka umiejętnie rozpowszechniała informacje o „porachunkach w podziemiu” i ambicjach „Sokoła”, nowy komendant obwodu Edward Woll „Gruby” w czerwcu 1945 roku mianował nowego komendanta rejonu i dowódcę oddziału H. Lewczuka „Młota”. Według relacji tego ostatniego „Gruby” polecił mu, aby w przypadku niepodporządkowania się „Sokoła” rozkazom komendy użyć wszelkich dostępnych środków włącznie z rozstrzelaniem. I tylko w tym kontekście, a nie w związku ze śmiercią „Ślązaka” można mówić o ewentualnym konflikcie „Sokoła” z komendantem obwodu. Gdyby wyrok śmierci był wydany, to „Młot” lub jego ludzie wykonaliby go, tak jak w o wiele trudniejszych okolicznościach wykonali wyrok na staroście chełmskim Stefanie Flisie. „Młot” w towarzystwie tylko dwóch swoich podwładnych spotkał się z „Sokołem” 2 lub 3 razy i to w warunkach całkowitej przewagi „Sokoła”, bo na jego terenie i w obecności członków jego oddziału. „Sokół” bez protestu przyjął decyzje „Grubego”, przekazał kontakty w terenie i posiadaną dokumentację i w towarzystwie kilku swoich najbliższych współpracowników opuścił teren powiatu chełmskiego. Nie znam sprawy zastrzelenia komendanta MO z Rakoniewisk, nie wiem jakie były jego winy wobec miejscowego społeczeństwa, znam natomiast z akt IPN dalsze losy „Sokoła”. Na ziemi kieleckiej do ujawnienia we wrześniu 1946 roku był dowódcą oddziału WiN ( patrz miedzy innymi:Atlas polskiego podziemia niepodległościowego …. s.282, mapa 197). W 1948 roku powrócił w Chełmskie i po nawiązaniu kontaktów z tzw. Inspektoratem Zamojskim AK rozpoczął tworzenie struktur konspiracyjnych na pograniczu powiatu chełmskiego i hrubieszowskiego. Wydany w ręce UB przez bliskiego współpracownika otrzymał wyrok 15 lat więzienia. Zwolniony po 1956 roku osiedlił się w Wojsławicach pod nazwiskiem Stanisław Sokół. Ciągle inwigilowany przez SB zmarł w 1978 roku. Dla komunistów rzeczywiście był bandytą (w odwecie za spalenie żywcem w zabudowaniach rodziców, żołnierza AK z Wojsławic Antoniego Popka ps. „Pak” i jego ojca Juliana, ludzie „Sokoła” dnia 8 marca 1945 roku zlikwidowali w zasadzce pod Wojsławicami grupę operacyjną UB/WP zabijając 12 jej członków). Jeden z jego podwładnych, który w wieku 17 lat uciekł ze szkoły w Chełmie i walczył z komunistami do ujawnienia w marcu 1947 roku, podczas wielokrotnych przesłuchań w lubelskim UB w 1951 roku konsekwentnie, mimo wymyślnych tortur, powtarzał: oddział „Sokoła” nie był bandą, był oddziałem Wojska Polskiego walczącym o wolną Polskę. Skazany na 12 lat więzienia zmarł w wieku 33 lat. Niestety do dziś, mimo dostępu do akt w IPN, co jakiś czas pojawiają się publikacje zarzucające „Sokołowi”:a to wymordowanie mieszkańców Wierzchowin, a to ośmioosobowej rodziny wygnańców zza Buga w Horeszkowicach, czy jak powyżej zastrzelenie „Ślązaka”. A on przez kilkanaście lat walczył: najpierw z Niemcami i Ukraińcami, a później z sowietami i rodzimymi komunistami i zdrajcami narodu polskiego.

  3. Arkadiusz Marek pisze:

    „Banda rabunkowa d-ca Stanisław Sekuła, Wolsztyn – Zielona Góra, 1945 – 1946, Wydział „C” KW MO w Poznaniu, Opracowanie nr. 164, 1978 r” – IPN Po 0/5/311

    „Charakterystyka ogólna: W połowie 1945 r na teren pow. Wolsztyn przybył Stanisław Sekuła – bliższych danych brak – pochodzący z terenów województwa lubelskiego, gdzie jak wynika z analizowanych materiałów, był członkiem bandy terrorystyczno – rabunkowej. Na tamtejszym terenie Sekuła skontaktował się ze swoim znajomym z okresu przedwojennego i wojennego Tadeuszem Starzykiem, zamieszkałym od 1945 r w Głodnie, pow. Wolsztyn, któremu zaproponował zorganizowanie na tym terenie bandy rabunkowej. Na propozycję tę Tadeusz Starzyk wyraził zgodę. (…) We wrześniu 1945 r Tadeusz Starzyk będąc u swego brata Józefa Starzyka, zamieszkałego w Kaszynie, woj. Zielona Góra zapropnował znajdującemu się tam Józefowi Starzykowi i Stanisławowi S. utworzenie bandy. (…) Podczas tego spotkania członkowie nowozorganizowanej bandy obrali sobie pseudonimy i tak: Tadeusz Starzyk ps. „Dąb”, Józef Starzyk ps. „Brzoza”, Stanisław S. ps. „Lipa”. W tym samym miesiącu przez bliżej nieokreśloną osobę do bandy został zawerbowany Kazimierz Starzyk, który otrzymał ps. „Osika”, a Stanisław Sekuła zawerbował do bandy Ignacego M., który przyjął pseudonim „Miś”. Zorganizowana przez Stanisława Sekułę banda postawiła przed sobą jako główne zadanie, dokonywanie napadów rabunkowych na kasy spółdzielcze, środki transportu i osoby prywatne, w celu zdobywania środków na potrzeby własne. Wszyscy członkowie bandy byli zgodni co do tego, że aby mogli skutecznie działać niezbędna jest im broń palna. (…) Postanowili zatem w najbliższym czasie dokonać napadu na Posterunek MO, względnie na pojedynczych milicjantów w celu zdobycia broni palnej.”

    Pchor. Antoni Matysik nie miał żadnych win na sumieniu. Zginął w trakcie awantury wywołanej przez członków bandy „Sokoła” na zabawie w Głodnie z porwanej funkcjonariuszowi UB – Smiszkowi broni przez braci Starzyków.

    Ciekawe informacje wypływają też z zeznań ludzi, którzy na tym terenie prowadzili RZECZYWISTĄ walkę o niepodległość, tzn. WSGO „Warta” i oddział „AK – Rycerz”.

    Zeznanie kpt. Jana Wosia „Jerzego”, dowódcy Obwodu Wolsztyn – WSGO „Warta” ws. braci Starzyków: „W organizacji naszej nie pracowali, natomiast słyszałem, że mieli łączność z NSZ, który prawdopodobnie tutaj się tworzył, lecz czy na pewno tego nie wiem.” („Protokół przesłuchania oskarżonego Woś Jan, oficer śledczy PUBP we Wolsztynie – Borkowski Ignacy,Wolsztyn, dn. 12 marca 1947 r” – IPN Po 08/308/1)

    Wątpliwości za to co do działalności tejże grupy nie mieli członkowie oddziału „AK – Rycerz”, działającego na tym terenie od marca do października 1946 r: „Dowiedzieliśmy się, że na terenie pow. Wolsztyńskiego znajduję się jeszcze jakaś grupa rabunkowa, z którą żadnej łączności nie mieliśmy.” („Protokół przesłuchania podejrzanego – oskarżonego Sarnik Zygmunt, PUBP Wolsztyn, oficer śledczy Ziemek Władysław, Wolsztyn, dn. 16 kwietnia 1946 r” – IPN Po 003/330/4). Zważając, że grupa Władysława Nowackiego podporządkowała się oddziałowi „AK – Rycerz”, można przypuszczać, że chodzi o bandę Sekuły. Zresztą Antoni Woś, członek oddziału „AK – Rycerz”, podaję już jasno: „Kto dokonał napadu rabunkowego w Dąbrowieckiej Woli, pow. Wolsztyn tego nie wiem, słyszałem od Skiby Jana, że napad mieli dokonać bandyci Starzykowie z Głodna, pow. Wolsztyn.” – („Protokół przesłuchania podejrzanego – oskarżonego Woś Antoni – PUBP Wolsztyn, of. Ziomek Władysław, Wolsztyn dnia 1.04.1946 r” – IPN Po 003/330/4).

    Co ciekawe wszyscy członkowie bandy „Sokoła” w marcu/kwietniu 1946 roku wyjechali bez większych problemów z powrotem na tereny wschodnie, z czego Starzykowie mieli się zaangażować w tamtejsze struktury „NSZ”.

    Pozdrawiam. Arkadiusz Marek.

  4. Arkadiusz Marek pisze:

    I taka ciekawostka ws. Stanisława Sekuły „Sokoła” – w zeznaniach tutejszych członków oddziałów podziemia, jak i raportach milicyjnych często podawany jest jako „muzykant z Głodna, pow. Wolsztyn” – gdzie miał mieszkać po przyjeździe z ziem wschodnich. Niestety w Głodnie, obecnie powiat grodziski, nie mieszka już nikt kto pamiętałby tamte czasy. Za to „miejscowi” często poruszają temat braci Starzyków, z racji tego, że zabicie pchor. Matyiska było wówczas głośną sprawą. Komunistyczna propaganda robiła wszystko, aby winę za zdarzenie zrzucić na członków WSGO „Warty” – Obwód Wolsztyn.

    Fragment mojego przemówienia z Wolsztyna, gdzie wspominam o zabójstwie pchor. Matysika oraz wpływie komunistycznej propagandy na opinie społeczeństwa: https://www.youtube.com/watch?v=lFFcIFPmRkk

Dodaj komentarz

Powered by WordPressFor Free T-Mobile Phones visit www.BestInCellPhones.com | Thanks to iCellPhoneDeals.com, MMORPG Games and Fat burning furnace review