Por. Wacław Bojarski „Hucuł”

Wacław Bojarski był starszym, ale  o wiele mniej znanym bratem, kapitana Karola Bojarskiego „Wygi”, „Kosy”, jedynego  z Horodła Kawalera Krzyża Virtuti Militari,  bohaterskiego dowódcy podziemia antyniemieckiego i antysowieckiego w powiecie hrubieszowskim. Pochodził z niezwykle patriotycznej i zasłużonej dla Horodła rodziny Bojarskich. Oficer WP,  jeden z pierwszych organizatorów horodelskiej konspiracji i dowódca  oddziału zbrojnego AK – WiN.


Urodził się 21 lutego 1916 roku w Niżynie (gubernia czernichowska) gdzie rodzice  bezpośrednio po ślubie przenieśli się z Wołynia. Był najstarszym synem Aleksandra  i  Balbiny (z Kwaśniewskich).  W 1918 roku rodzina przeprowadziła się do Dubna i tam urodził się drugi  syn Karol. Posiadał też dwie siostry Stanisławę i najmłodszą z rodzeństwa Urszulę.  Ukończył  szkołę podstawową w Horodle, a następnie Państwowe Gimnazjum Koedukacyjnego im. M. Kopernika we Włodzimierzu. Po maturze wstąpił do  Szkoły Podchorążych Piechoty w Komorowie. W 1939 roku został zmobilizowany do WP w stopniu podporucznika. Walczył  w szeregach 23 Pułku Piechoty im. płk. Leopolda Lisa-Kuli w składzie 27 Dywizji Piechoty w ramach   Armii „Pomorze” dowodzonej przez  gen. Władysława Bortnowskiego. Po krótkim pobycie w niewoli niemieckiej  zbiegł i przedostał się do Horodła. Z końcem września 1939 roku został zaprzysiężony przez łącznika SZP, który przez Horodło przechodził na teren  okupacji sowieckiej.

kpt. Karol Bojarski "Wyga"

Z bratem Karolem, który z kolei uciekł z niewoli sowieckiej, należał do wąskiego grona pierwszych organizatorów konspiracji na ternie Horodła i  okolicznych miejscowości. Pierwszą czynnością konspiracyjną było gromadzenie i konserwowanie broni,  co z czasem dało efekt w postaci stałego, dobrze zamaskowanego  magazynu z karabinami, amunicją i środkami opatrunkowymi.  Grupa Bojarskich z czasem powiększona o kaprali WP Józefa Rudnika ps. Pogrom z Poraja i  Bolesława Syputa „Piorunek”, a także kilkunastu zaprzysiężonych mieszkańców Horodła i najbliższych wsi stanowiła zalążek miejscowej komórki dywersji.

W okresie istnienia w lasach strzeleckich oddziału partyzanckiego „Rysia „ por. Kazimierza Wróblewskiego, poprzez dowódcę plutonu AK z Cegielni utrzymywał stały kontakt z kwaterą oddziału w pobliżu Maziarni. Jego ludzie zajmowali się wywiadem i dostarczaniem do oddziału broni i amunicji.

Od lata 1943 roku organizował w Horodle i okolicznych miejscowościach  kwatery dla uciekinierów z Wołynia. Jego ludzie w porozumieniu z Niemcami z  okolicznych  placówek Grenschutzu (byli to najczęściej starsi wiekiem Austriacy przyjaźnie nastawieni do Polaków i chętnie biorący łapówki) organizował miejsca przeprawy przez Bug dla uciekających przed mordercami z UPA polskich rodzin z Wołynia. W Bereźnicy zorganizował stały punkt przeprawowy dla łączników i żołnierzy wołyńskiej Armii Krajowej obsługiwany przez niezwykle zasłużonych  w tej działalności  braci Malczewskich.

Podczas ewakuacji 27 Wołyńskiej Dywizji AK na zachodnią stronę Bugu zorganizował w Bereźnicy  stały punkt przeprawowy, a  w Liskach kwatery dla wycieńczonych walkami i głodem żołnierzy z rozbitych przez Niemców oddziałów Dywizji. Po prowizorycznym postawieniu ich na nogi organizował przerzuty małymi grupkami w rejon Rzeczypospolitej Grabowieckiej, gdzie  stacjonował batalion AK „Wiktora” Stefana Kwaśniewskiego.

W akcji „Burza” dowodził kompanią horodelską w ramach batalionu AK  dowodzonego przez  por. Czesława Głębskiego „Bolesława”.

Po  przesunięciu się frontu na  zachód i  zajęciu Horodła przez kompanię „Hucuła” w  lokalu miejscowej szkoły zorganizował  kurs dla podoficerów Armii Krajowej.

W połowie sierpnia 1944 roku przyprowadził swoja kompanię do Ornatowic na koncentrację hrubieszowskich oddziałów AK przez wymarszem na pomoc Powstaniu Warszawskiemu. Po rozbiciu zgrupowania AK pod Leopoldowem przez oddziały sowieckie z częścią swoich żołnierzy dostał się do niewoli. Po kilku dniach uciekł unikając w ten sposób wywózki na Sybir. Przybył do Horodła i z pozostałych żołnierzy uzupełnionych o wygnańców z Wołynia ponownie zorganizował swoją kompanię. Najczęściej kwaterował z nią z wioskach w pobliżu lasów strzeleckich (Matcze, Cegielnia, Liski, Skryhiczyn, Nowokajetanówka. Był uczestnikiem odprawy w Nowokajetanówce, gdzie  ówczesny komendant obwodu hrubieszowskiego AK  cichociemny Marian Gołębiewski „Irka”  w obliczu zagrożenia sowieckiego polecił  oficerom AK  szukać taktycznego porozumienia z Ukraińcami w celu zaprzestania mordowania ocalałych z pożogi wojennej Polaków i  współdziałania w walce z komunistami. Z tej odprawy pochodzi jedyne znane zdjęcie „Hucuła” stojącego wraz z pozostałymi oficerami obok swojego komendanta „Irki”.

Odprawa w Nowokajetanówce

Na okres zbliżającej się zimy rozformował kompanię zostawiając przy sobie  tyko niewielka grupę żołnierzy – tych którzy nie mięli rodzin i ze względu na poszukiwania przez Sowietów nie mogli wrócić  do cywilnego życia. Większość swoich podwładnych starał się namówić na wstąpienie do szkół i nadrobienie straconego przez okres wojny czasu na uzupełnienie wykształcenia. Zgodnie z wytycznymi komendanta obwodu kierował ich do szkół w Hrubieszowie (gdzie w zorganizowanej przez AK stołówce mieli zapewnione całodzienne wyżywienie) i do zorganizowanego przez jego siostrę Stanisławę gimnazjum w Horodle.  Żołnierze chętni do nauki otrzymywali nowe, często na fałszywe nazwiska,  dokumenty, ubranie i środki finansowe niezbędne do rozpoczęcia  nowego cywilnego życia.

Na przełomie 1944/45 został  awansowany do stopnia porucznika, a  z początkiem lutego  1945  roku komendant obwodu mianował go dowódcą oddziału AK dowodzonego dotychczas przez por. Stanisława Witamborskiego „Małego”, (przemianowanego z czasem w ROAK) operującego na terenie  trzech gmin: Białopole, Horodło, Dubienka.  Zadaniem oddziału było ochranianie miejscowej ludności przed Sowietami, UB i mnożącymi się, często z inspiracji NKWD i UB, bandami rabunkowymi. W oddziale znaleźli się głównie spaleni żołnierze AK z tych gmin, uchylający się od poboru  i coraz liczniejsi dezerterzy z szeregów komunistycznego wojska.

W końcu maja 1945 roku podlegli mu żołnierze w Strzyżowie wykonali wyrok  na konfidencie  UB z Hrubieszowa Jankielu Rajsie, który  jako handlarz koni od kilku tygodni krążył po okolicznych wioskach i szczególnie interesował nie końmi,  ale tym kto należy  do konspiracji, gdzie kwaterują ludzie „Hucuła” i kto im udziela pomocy. W wyniku przeprowadzonej wcześniej obserwacji ustalono też, że bez problemu przekracza Bug w Zosinie, a po przyjeździe do Hrubieszowa udaje się do siedziby NKWD.

Niestety wyrok został wykonany zbyt późno i na podstawie zebranych przez niego informacji 11 czerwca NKWD i UB udało się zaskoczyć kilku żołnierzy oddziału wraz z dowódcą  na  kwaterze w  Rogalinie.  Żołnierz „Hucuła” i bezpośredni świadek tragedii w Rogalinie (przebywał w tym czasie w pobliskim Strzyżowie) tak zapamiętał tamte wydarzenia:

Mrowie zbirów NKWB  przy pomocy UB, podeszło  zbożami do miejsca zakwaterowania, otoczyło je i rozpoczęła się nierówna, krótka walka. Nasi koledzy zasypani gradem pocisków z broni maszynowej, szybko zostali zlikwidowani. Polegli wówczas: Mieczysław Grzeszczuk „Skała”, Tadeusz Gozdek „Feluś” i Paweł Zając „Zośka”. „Feluś” miał szansę na uratowanie się, ale z narażeniem własnego życia ratował z płonnej stodoły konie. Dał radę, wraz z furmanem wypędzić je, ale sam, niestety, został całkowicie spalony. Ogier „Maciek”, ogromnie przez nas wszystkich lubiany i rozpieszczany miał poparzoną głowę, a klacz była ranna w wątrobę. Oba konie zostały później przez nas odnalezione i wyleczone  W lukę, która była w pierścieniu obławy, wpadły luzem biegnące konie, żołnierz, który furmanił i jeszcze jeden z kolegów. Dowódca „Hucuł” w początkowej fazie obławy wystrzelał cały magazynek z pistoletu i pozostał w zbożu tylko z jednym granatem – czekając na ostatnią rozprawę. (…) Ogromnie przybity opowiadał nam o tym, co  sam widział i co pokrótce opowiedzieli mu poniektórzy świadkowie, jaki przebieg miała walka, oraz to że potwierdziły się informacje o namierzeniu  naszego oddziału. Chyba dobrze się stało, że nie było całego naszego oddziału w Rogalinie, bo wówczas straty mogły być znacznie wyższe. Okazało się, ze trzy ciężarowe samochody były wypełnione żołnierzami, w czasie walki dojechał jeszcze samochód osobowy”.

Enkawudziści i ubowcy nie ograniczyli się tylko do walki z  żołnierzami „Hucuła” –  na podwórku zastrzelili żonę gospodarza i jego nieletnie dzieci i całkowicie spalili dom i zabudowania gospodarcze. Gospodarz przeżył, gdyż był w tym czasie w polu – w ciągu kilku chwil stracił rodzinę i dorobek całego życia. Nie mógł nawet wrócić  na pogorzelisko aby  zabrać i pochować swoich najbliższych. Otoczony opieką przez ludzi „Hucuła” został przewieziony do sołtysa Antoniego Oluchy w  Matczu, skąd po kilku dniach  zaopatrzonego w nowe dokumenty, ubrania i pieniądze kanałami konspiracyjnymi wywieziono  go na ziemie zachodnie.

Po kilku dniach  „Hucuł” zebrał cały oddział i  poprowadził do Rogalina na miejsce masakry. Jego podkomendni zabrali ze zgliszcz rozkładające się już trupy. kolegów i  rodziny gospodarza. Pochowano ich na cmentarzu w  Horodle. Nad zbiorową mogiłą „Felusia”, „Skały” i „Zośki”  oddano salwę honorową.

Wiosną  1945 roku żołnierze oddziału „Hucuła” stacjonujący w okolicy Matcza bez walki odbili  z rąk  oddziału NSZ  por. Zbigniewa Góry „Jacka” 6 rodzin prawosławnych z  tej miejscowości, które do tego czasu nie wyjechały  do Sowietów.

Jesienią 1945 roku oddział „Hucuła” został rozwiązany.”Hucuł” pozostawił przy sobie kilku najbardziej zaufanych żołnierzy i przebywał na kwaterach w okolicy Matcza i Janostrowa  do wiosny 1946 roku. Prawdopodobnie po śmierci brata Karola (kapitana „Wygi” oficera do zadań specjalnych i adiutanta komendanta obwodu Hrubieszowskiego WiN, który poległ w walce z komunistami 6 kwietnia 1946) opuścił Horodło na zawsze. Nie ujawnił się i zamieszkał w Krakowie jako Wacław Barski.

Pod koniec lat 40. XX wieku przeniósł się do Koźla i powrócił do własnego nazwiska. Już w  początkach 1950 roku zainteresował się nim, jako byłym akowcem, miejscowy urząd bezpieczeństwa. Po uzyskaniu informacji, że w okresie okupacji niemieckiej przebywał w Horodle, szef PUBP w Koźlu wystosował 7 lipca 1950 roku pismo do PUBP w Hrubieszowie z prośbą o przysłanie ewentualnie posiadanych na W. Bojarskiego  tzw. komprmateriałów (co w nowomowie ubeckiej oznaczało – informacji o działalności niepodległościowej). W piśmie z Koźla podano dość szczegółowe dane personalne „Hucuła” i wymieniono jedną z jego funkcji w konspiracji akowskiej – zastępca dowódcy kompanii, nie zdołano jednak ustalić (słaba agentura i doskonała konspiracja ze strony „Hucuła”) jego pseudonimu w konspiracji akowskiej i winowskiej. Mylnie podano aż cztery  nigdy przez W.Bojarskiego nie używane pseudonimy: „Dąb”, „Kruk”, „Ściga” i „Kogut”. Znając jego wyjątkową zdolność do kamuflażu, zacierania śladów i  tworzenia fałszywych tropów można przypuszczać, że te pseudonimy sam podsunął rozpracowującym szpiclom UB.  W Hrubieszowskim PUBP żadnych akt „Hucuła” na szczęście nie było, nie było tez śladu po jego oświadczeniu z ujawnienia. Jeśli rzeczywiście ujawnił się,  o czym kilka razy pisano w późniejszych aktach UB/SB dotyczących „Hucuła”, to na pewno nie na terenie  województwa lubelskiego. Być może dokonał tego w Krakowie lub Warszawie, najprawdopodobniej jednak nie uczynił tego nigdy. I być może ten fakt i konsekwentne unikanie wizyt w Horodle aż do 1956 roku, uratowały go od komunistycznego więzienia, a nie wykluczone, ze i od śmierci w kazamatach UB.  Hrubieszowscy ubecy na prośbę kolegów z Koźla rozpoczęli sprawdzanie przeszłości Wacława. Na szczęście nie posiadali donosicieli z kręgu byłych żołnierzy „Hucuła”, gdyż większość z nich, wzorem dowódcy opuściła teren gmin Horodło i Dubienka. Mimo iż  cała rodzina Bojarskich była doskonale znana prawie wszystkim mieszkańcom Horodła i okolicznych wiosek,  a „Wygę” i „Hucuła” pamiętano jako oficerów AK-WiN, ubecy nie potrafili znaleźć ani jednej osoby, która złożyłaby zeznania obciążające tego ostatniego. Znaleziono tylko jednego mieszkańca Horodła i to nie będącego członkiem miejscowej konspiracji niepodległościowej, który  złożył zeznania dotyczące „Hucuła”. Przesłuchany 3 maja 1951 roku w charakterze świadka  Kalikst Chomiński z Horodła  stwierdził miedzy innymi, że znał Wacława Bojarskiego od wieku szkolnego wie, że uczęszczał do szkoły powszechnej w Horodle, ale ile klas ukończył nie wie, gdyż sam w tym czasie do szkoły nie chodził. Przed 1939 rokiem Wacław pracował w gospodarstwie rodziców i do żadnej organizacji politycznej nie należał. W okresie okupacji niemieckiej od 1942 roku często przebywał na Wołyniu i tam prawdopodobnie należał do Armii  Krajowej, ale czy i jakie funkcje pełnił świadek nie wiedział . Zeznał również, że:

„Po wyzwoleniu powrócił na teren gminy Horodło i od tego czasu to wiem, że należał do organizacji AK ponieważ oddział organizacji AK kwaterował w szkole w Horodle i w tym czasie był z nimi Bojarski Wacław, lecz jaką funkcję pełnił tego stwierdzić nie mogę. Tylko słyszałem od ludzi, że był jakimś starszym. Wiadome mi jest, że Bojarski Wacław na tym terenie należał do organizacji AK do 1947 roku, czy się ujawnił to tego nie jest mi wiadome, gdyż ja nie należałem do organizacji AK, tylko wiem, że Wacław Bojarski był ścigany przez władze bezpieczeństwa, również żołnierzy Armii czerwonej i posterunek MO. (…) Tylko wiem, że po wyzwoleniu mało przebywał na naszym terenie, ponieważ się nie pokazywał, działalność w/w to mi nie jest wiadoma”.

Chomiński, mimo iż pochodził z rodziny od lat osiadłej w Horodle i znał,  zarówno całą rodzinę Bojarskich, jak też wielu żołnierzy miejscowej Armii Krajowej zasłaniając się, tymże nie należał do konspiracji, podczas przesłuchania mówił bardzo mało. Nie podał nawet powszechnie znanego w Horodle i okolicy pseudonimu Wacława, a także konsekwentnie powtarzał, że po 1944 roku rzadko przebywał on w Horodle.

Na  podstawie tego jednego  protokołu przesłuchania hrubieszowscy ubecy  odpowiadając na prośbę kolegów z Koźla 8 maja 1951 roku  niemal z rocznym opóźnieniem pisali o „Hucule”:

Ww jest narodowości polskiej, pochodzenia chłopskiego młodych lat był na utrzymaniu rodziców, rodzicy jego za. W Horodle pow. Hrubieszów. W 7 roku życia uczęszczał do szkoły, lecz ile ukończył oddziałów tego nie ustalono. Po ukończeniu szkoły nadal pomagał rodzicom w gospodarstwie aż do 1939 roku. Przed 1939 r. do żadnej organizacji  nie należał, politycznie nie udzielał się. W czasie okupacji do 1942 roku był przy rodzicach, w tym to czasie przechodził przez granicy do ZSRR, gdzie prawdopodobnie na tamtym terenie wstąpił do organizacji AK pod jakim dowództwem tego nie ustalono. Po wyzwoleniu w/w przybył z powrotem do Horodła pow. Hrubieszowskiego wraz z oddziałem org. AK, który to oddział w tym czasie kwaterował się na terenie gminy Horodło. Bojarski Wacław będąc w organizacji pełnił funkcję dowódcy kompanii. Jakie pseudo posiadał tego nie ustalono, podległym był dowódcy rejonu ps. „Kot”. Działalności jego w organizacji nie ustalono, ponieważ członkowie tej organizacji, z którymi wymieniony obcował wyjechali z tego terenu. Jednocześnie nadmienia się, że wspomniana organizacja dokonała szeregu napadów rabunkowych jak  też i morderstw na członków PPR i ich rodziny. W/w w tutejszym Urzędzie nie ujawnił się ze swej działalności, jak też dotychczas konkretnych materiałów na wspomnianego nie zebrano, z chwilą zebrania materiałów na w/w  prześlemy. O ile w/w ujawnił  się w waszym urzędzie prosimy o przesłanie odpisu zaświadczenia ujawnienia” (zachowano oryginalna pisownię).

W czerwcu 1951 roku funkcjonariusz powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa w Hrubieszowie Tadeusz Łuba opiekujący się tajnym współpracownikiem UB o pseudonimie „Mały” (dane personalne nieustalone, z donosów wiadomo jednak, że pochodził z gminy Dubienka – najprawdopodobniej okolice Skryhiczyna i osobiście znał „Hucuła”, nie wykluczone, ze był członkiem WiN) uzyskał od niego więcej danych o W. Bojarskim. W donosie „Małego” z 21 czerwca 1951 roku po raz pierwszy w ubeckich aktach  pojawia się miedzy innymi pseudonim „Hucuł”. Fragment donosu odnoszący się do „Hucuła” brzmi następująco:

Donoszę, że „Hucuł” jak wiem nazywał się Bujarski (tak w oryginale) Wacław, pochodził z Horodła, jak mówił do 1939 był w wojsku, wojna też zastała go w wojsku, wrócił z wojny. Kiedy wstąpił do AK – WiN nie wiem, w 1945 roku  był w organizacji AK – WiN porucznikiem. W początkach 1945 roku miał dość dużą grupę ludzi z którymi grasował w lesie, w 1945 roku został rozbity i przestał grupować się, tylko sam lub kilku ludzi z nim jeździli, przeważnie do dowódców plutonów od wsi do wsi przybywał i rozkazywał do 1946 roku. W 1946 wyjechał na zachód, gdzie to nie wiem i od tamtej pory nie dawał znać o sobie , rodzinę jak mówił posiadał ojca i matkę i siostrę zamieszkałą w Horodle, czym się trudnią nie wiem”.

Mniej więcej z tego okresu pochodzi kolejna charakterystyka „Hucuła” opracowana przez hrubieszowskich ubeków, w której zawarto taką charakterystykę jego całej rodziny:

Rodzina Bojarskich jest zapatrywań reakcyjnych przeciwko obecnemu ustrojowi”.

„Hucuł”, zapewne zorientowawszy się, że ubecy prowadzą przeciwko niemu intensywne śledztwo w  połowie lat 50. XX wieku opuścił Koźle i przeniósł się w okolice Bydgoszczy. Tutaj również dość szybko został namierzony przez miejscowych ubeków, jednak  chwilowa „odwilż” 1956 roku spowolniła te działania i osłabiła ich ostrze. W tym też okresie przeniósł się do Bydgoszczy. Tam  był inwigilowany i rozpracowywany do ostatnich chwil swego życia. Esbeckie dokumenty w  jego sprawie często krążyły miedzy Bydgoszczą a Lublinem. Interesowano się głownie czy i jakie  fakty z działalności konspiracji niepodległościowej w Horodle można przypisać jego osobie. Na szczęście jednak, nie znaleziono nikogo z jego podwładnych, ani też spośród dawnych mieszkańców Horodła, kto  złożyłby obciążające „Hucuła” zeznania lub doniesienia. Szacunek wobec rodziny Bojarskich i pamięć o wojennych zasługach  dla miejscowej społeczności  ich synów: „Wygi” i  „Hucuła”, a także podziw dla postawy córki Stanisławy  (założycielki i wieloletniej nauczycielki i dyrektorki miejscowego liceum ogólnokształcącego) stanowiły skuteczną ochronę przed  zakusami esbeków zmierzającymi do postawienia „Hucuła” przez komunistycznymi sądami. On sam nie ułatwiał komunistom tych działań konsekwentnie unikając kontaktów z dawnymi kolegami z konspiracji i tylko sporadycznie i bardzo krótko odwiedzając Horodło.

Kolejny  interesujący dokument z teczki gromadzonej przez UB/SB na „Hucuła” pochodzi  z Lublina i posiada tylko datę roczną – 1961. Zatytułowany jest: Streszczenie materiałów archiwalnych nr K -5537  i zawiera  jego podstawowe dane  personalne, a także charakterystykę działalności  po wkroczeniu sowietów, gdzie czytamy między innymi: „ (…) z konspiracji nie wyszedł, lecz przebywał w oddziale dywersyjnym o zabarwieniu organizacji WiN Podczas pobytu w bandzie brał udział w morderstwach członków partii PPR i postępowych obywateli, którzy byli pozytywnie ustosunkowani do ustroju demokratycznego. Niezależnie od tego wraz z bandą dokonał szeregu napadów na placówki państwowe i prywatne. W roku 1946 wybył z tutejszego terenu na Ziemie Odzyskane. Ze swej działalności na tutejszym terenie nie ujawnił się”.

W drugiej połowie lat 60. XX wieku Wacław Bojarski podjął próbę uzyskania pozwolenia na broń myśliwską. Złożył stosowne dokumenty i po długim oczekiwaniu otrzymał odpowiedź odmowną. W jego teczce gromadzonej w bydgoskiej SB zachowała się interesująca opinia naczelnika Wydziału C (ewidencja operacyjna) Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Bydgoszczy z dnia 25 stycznia 1968 roku:

„(…) wymieniony w okresie okupacji, jak tez po wyzwoleniu do 1946 roku był dowódcą kompanii (skreślono i dopisano odręcznie – zastępcą dowódcy kompanii) AK – WiN w Horodle pow. Hrubieszów, a następnie wyjechał na zachód nie ujawniając się ze swej działalności. Wobec powyższego naszym zdaniem wymienionemu nie należałoby udzielać zezwolenia na posiadanie broni myśliwskiej. (to ostatnie zdanie zostało dopisane na dokumencie odręcznie).

Pismo to wykonane w 2 egzemplarzach skierowane było do naczelnika Wydziału Ogólnego KW MO w Bydgoszczy i mimo braku pieczątki imiennej i podpisy naczelnika Wydziału C miało decydujące znaczenie przy udzieleniu odmowy na podanie W. Bojarskiego.  Podobne w treści pismo  ponownie z sugestią, że W. Bojarski nie „zasłużył” na swoistą nagrodę dla lojalnych obywateli PRL – pozwolenie na broń myśliwską wystosował tenże sam anonimowy naczelnik Wydziału C w marcu  1968 roku. Z braku dalszej korespondencji sądzić należy, że sprawa  została zakończona definitywnym zakazem posiadania broni myśliwskiej.  Przeszło 20 lat po rozformowaniu oddziału przez „Hucuła” obawiano się, że nawet taką broń może wykorzystać  do walki przeciwko „ludowej władzy”.

W czerwcu 1969 roku szef Wydz. C KW MO w Bydgoszczy powiadomił swojego odpowiednika w Lublinie iż ze względu na stałe zamieszkiwanie i zameldowanie Wacława Bojarskiego w tym mieście wszelka dokumentacja związana z jego osobą będzie gromadzona w Bydgoszczy. I tak było aż do śmierci „Hucuła” – pozostawał po stałą opieką operacyjną bydgoskich esbeków.

Dom rodzinny "Hucuła" i "Wygi" - stan wspólczesny

  1. Joanna Kuźmińska pisze:

    Dziękuję,

    Karol i Wacław Bojarscy, to wujkowie mojej mamy, bardzo czuję się związana z Horodłem i moją rodziną dlatego jest to dla mnie ważne wiedzieć kim byli i co im zawdzięczam, jak trudno było żyć w Polsce przed i po 1949r.

    Joanna Kuźmińska

Dodaj komentarz

Powered by WordPressFor Free T-Mobile Phones visit www.BestInCellPhones.com | Thanks to iCellPhoneDeals.com, MMORPG Games and Fat burning furnace review